COVEN Berlin&Girlhood presents: BEDTIME

Standard

Wystawa w procesie / nocowania w @GaleriaMiejskaArsenal w Poznaniu

wernisaż: 7/9/2018 godz.18

____________________________________

Exhibition in process / sleepovers at the #ArsenalMunicipalGallery in Poznan

vernissage: 7/9/2018 at 6 pm

38936169_2037489359615384_8217274401578549248_n.jpg

 

***english version – scroll down***

Dziewczyństwo

COVEN BERLIN

Curatio: Zofia nierodzińska

https://www.facebook.com/events/245928442887322/
Hulamy, aby przetrwać

Łóżko to wirtualny pomnik śniących teraźniejszości, przestrzeń kiełkowania ambiwalentnych przyjemności, schronienie, pole walki i strefa (dys)komfortu jednocześnie. To dziewczyńskie centrum dowodzenia, miejsce, z którego rozbudzana jest potrzeba społecznego nieposłuszeństwa.

Od 7 września do 7 października organizujemy sypialnię w Arsenale. Nadajemy komunikaty ze świata dziewczyn do świata płynnego betonu.
Hello world!

Łóżko jako motyw często pojawiało się w sztuce, od słodko-partycypacyjnego BED-IN Johna Lennona i Yoko Ono przez estetyczne BED Roberta Rauschenberg, melancholijny barłóg Tracey Emin, mięsną przestrzeń interakcji Thomasa Bo Nilssona do partycypacyjnych Rozwarć/Sprawls COVEN Berlin i ich gości.

Podczas trwającej miesiąc sytuacji w Arsenale dwa nierokujące żadnych nadziei, beznadziejnie pobudzone kolektywy: Dziewczyństwo i COVEN Berlin udzielą odpowiedzi na poniższe kwestie: jakie są nowe trendy w młodej sztuce – wzory geometryczne i wyraziste kolory; jak dobrać medium do figury; kto wygrał konkurs Najszczuplejsza malarka do 15 roku życia; błyszczące dodatki – czy wciąż in w estetyce postinternetowej; jak dobrać odpowiedni laptop do swojej cery; test na najatrakcyjniejszy kod; co zmyślą chłopcy, kiedy dziewczyna programuje lepiej od nich; jak wykonać karnawałowy performans; akcja aktywistyczna: jak nauczyć się sztuki origami?

Kolektywistki z obu grup zapraszają chętne i chętnych do wskoczenia z nimi do trzymetrowego łoża z baldachimem. Oprócz wernisażu, finisażu i zwyczajnych godzin otwarcia galerii będą ku temu trzy okazje: pierwsza w sobotę 8 września, kiedy to gospodyniami i wodzirejkami nocnej przygody staną się dziewczyny z Dziewczyństwa. W ramach późnego wieczoru i wczesnej nocy planowane są snucia oniryczne, sentymentalne rozbiory, rozróby z rozmachem, relaksujące seanse filmowe i kolektywistyczne wyznania w formie pamiętników. Uczestnicy i uczestniczki wieczornych seansów będą zachęcani do współtworzenia w galerii pasywnej przestrzeni nawiązywania relacji zbudowanej z przyniesionych ze sobą małych i większych przedmiotów wybranych algorytmem sentymentu. Skumulowana nadwyżka czasu zostanie tu wykorzystana na medytacje nad gatunkowymi cechami dziewczyństwa. Posłużymy się nudą jako formą sprzeciwu wobec produktywności dziennego świata sztuki. Wystawiennictwo na nocnej zmianie pozwoli uczestnikom(-czkom) na rozkoszowanie się bierną partycypacją, na zwolnienie tempa, bezwstydną bezwolność, redukcję stresu, relaks…

Druga część nocnych seansów odbędzie się 22-23.09, a jej autorkami staną się berlińskie magiczki z kolektywu COVEN. Pionierki kłirowego romantyzmu zaproszą gościnie i gości do sennych podróży szlakami mentalno-metabolicznymi bez asekuracji wzrokowych. W ten późny letni wieczór planowane są: dissy teatralne z życia wzięte, pielęgnacje na kolację, postrzyżyny, mruczanda, zmyślenia, wyzwania, kolektywne śnienia, poduszkowe bitwy, karaoke i jeszcze więcej karaoke. Podczas nocnych seansów będziemy wspólnie celebrować dziewczyństwo, które jest czymś więcej niż tylko genderowo ekskluzywnym doświadczeniem, abstrakcyjną konstrukcją, ale raczej mentalną i fizyczną przestrzenią dla ludzi, którzy nie są ani kobietami, ani dziewczynami; to przestrzeń graniczna, niezdefiniowany obszar między rodzajami. Wszystkie wydarzenia są otwarte dla publiczności w różnym wieku, z różnymi doświadczeniami i kompetencjami, o wszystkich możliwych płciach i stopniach sprawności. Dziewczyński vibe nie zna ograniczeń.

Ostatnia noc (29-30.09) należy do wszystkich, poprowadzą ją obie grupy, będą podsumowania i biegi z przeszkodami, kulminacje i nieciekawe narracje, spacje, stacje i poszarpane relacje.

Chodzi tu o stworzenie świata z resztek po tych minionych, wszystko może się tu przydać: bravo girl, bmx, drive-in, aplikacje, profanacje, folia transparentna na okna i takie tam. Resztki światów, których nie rozpuściły soki żołądkowe, które odkładają się jak warstwy tektoniczne w geologii brzucha; rynek ma bardzo sprawny układ trawienny, połyka wszystko i nawet ze złotych tipsów czyni ekstrement. Ludzka niestrawność ma coś wspólnego z charakterem. Poszukując źródeł dziewczyństwa, zaglądamy zatem do trzewi i jak archeolożki na tropach antycznych dzbanów szukamy generycznych cech naszych rozwarstwionych osobowości; tego, co optyka heteronormatywu i funkcja rozrodcza pozostawiają poza swoim spektrum; tego, co wymyka się utowarowieniu; tego, co śmierdzi i zwisa i dlatego zachowuje niezależność. Dziewczyństwo to nasz frenetyczny taniec na gruzach kulturowych przyzwyczajeń, pastisz klasowych układów, efekt życiowej konieczności.

Hulamy, aby przetrwać.

Dziewczyństwo w oficjalnym ujęciu to ambiwalentny, śpiący stan umysłu – jak trauma, jak stygmat, który pojawia się podczas stawania się kimś, kim gardzi patriarchalne społeczeństwo, kto się nie liczy, kto znika z wiekiem, z doświadczeniem, w innych, kogo wciąż ubywa. To również strefa dyskomfortu, która może okazać się miejscem solidaryzacji.

W dziewczyństwie chodzi o miłość do tego, co wyparte, co geometria patrylinearności wycina z pola widzenia; to umiłowanie frędzli, zakładek i wytartych podszewek. To z nich uszyjemy naszą łóżko-tratwę, którą dopłyniemy do znajomych brzegów, opuszczając rozbieloną, wyludnioną, geriatryczną Europę. Niczego i nikogo nie wykluczymy — jesteśmy inkluzywne. Miłość nie zna granic, przyjmuje wszelkie wirusy, w tym jest najbardziej ludzka i dostępna, dla wszystkich, bez ograniczeń.

Dziewczyństwo jest zakaźne jak miłość do drugiego człowieka. Amen.

Zofia nierodzińska

38738060_10209382128110689_5478519184511991808_n.jpg

@Ula Lucińska, @Harley Aussolei, @Fran Breden, @Paulina Piórkowska, @Karolina Wojciechowska, @Esther Nelke, @Lorena Juan Gutierrez

***

We revel to survive

The bed is a virtual monument to dreaming presents; a space for germinating ambivalent pleasures; shelter, battlefield and (dis)comfort zone all at once. This is the command center of girlhood, where all are stirred to feel the need for social disobedience.

From September 7th to October 7th, we will organize a bedroom in the Arsenal. We send messages from the world of girls to the world of liquid concrete.
Hello world!

The bed as a motif has appeared in art quite often, from the sweet, participatory BED-IN of John Lennon and Yoko Ono, to Robert Rauschenberg’s aesthetic “BED,” the melancholic lair of Tracey Emin, the meaty space of interactions by Thomas Bo Nilsson, and finally, to “Sprawls,” a series of events by COVEN Berlin and their guests.

During the month-long situation at Galeria Arsenal, two shiftless, shamelessly awoken queer collectives, Girlhood and COVEN Berlin, will answer the following questions:

What are the new trends in young art? Geometrical patterns and expressive colors!; how to choose a medium for a figure; who won the competition “The Most Slender Female Painter under 15?”; shiny accessories – are they still in in post-internet aesthetics?; how to choose the right laptop for your complexion; a quiz for the most attractive code; what will boys come up with when the girl programs better than they do?; how to do a carnival performance; activist action: how to learn the art of origami.

Members of both collectives invite all who are willing to jump with them into a ten-foot bedspace. Aside from the opening, closing, and usual opening hours of the gallery, there will be three occasions to do so: the first will fall on September 8th (a Saturday), when the hosts and guides of these nocturnal adventures will become Girls out of Girlhood. Plans for the late evening and early nighttime activities include oneiric hang outs, sentimental dress ups, rambunctious brawls, relaxing movie screenings, and collective diary-writing sessions. The space will be set up collectively, using objects small and large contributed by participants. The algorithm of sentiment will guide us to select the right objects. The accumulated surplus of time will be used to contemplate issues endemic to girlhood. Boredom will be used as a site of resistance against the productive normativity of the everyday art world. The shift in the institution’s usual opening hours will allow the participants to change the pace, slow down, relieve stress, relax…

Part two will take place between September 22-23, and its instigators will be the Berlin magicians from the COVEN collective. Pioneers of queer romanticism will invite guests to take a walk on mental-metabolic routes with no visual safeguards to fall back on. This late summer evening will feature theatrically-inspired disses, nurturing self-care rituals, hair cuts, gossiping, make-up stories, Truth or Dare challenges, collective dreaming, karaoke, and even more karaoke. During these nocturnal sessions, we want to celebrate girlhood, which is more than a gender exclusive experience or abstract construction, for it is a mental and physical space for those who are neither women nor girls. It is a border space, an undefined area between types. All events are open to the public and all ages are welcome. We invite people of different experiences and skillsets, representing all possible sexes, and with various levels of able-bodiedness. The girlhood vibe knows no limits.

The last night (September 29-30) belongs to everyone and will be led by both groups: there will be summaries and steeplechases, culminations and boring narrations, intervals, stations and torn relations.

The point is to create a world from the leftovers of the past, and to do this, everything comes in handy: bravo girl, bmx, drive-ins, applications, profanations, transparencies and dark nets. Remnants of worlds not yet dissolved by gastric juices, deposited like tectonic layers in abdominal geology; the market has a very efficient digestive system. It swallows everything, and even out of gold acrylic nails, it churns out crap. Human indigestion is bound up with character. In our search for the sources of girlhood, we turn to viscera, and like archaeologists on the trail of the ancient amphorae, we search for the generic features of our stratified personalities, what heteronormative optics and the reproductive function exclude from their spectrum; what escapes commodification, what stinks and lingers, and therefore retains independence. Girlhood is our frenetic dance on the ruins of cultural habits, a pastiche of class systems, and the ramifications of the necessities of life.

We revel to survive.

From official perspectives, girlhood is an ambivalent and sleepy state of mind, like trauma, like the stigma that appears when one takes on a role despised by patriarchal society, one who does not count, who disappears with age and experience in others who diminish this role. Girlhood is also a sphere of discomfort that may prove to be a place of solidarity.

But girlhood is about love for all that is repressed, for what patrilineal geometry cuts out of view; it is the love of fringes, pleats and worn-down linings. It is out of these things that we sew our raft bed, by which we will reach well-known banks, leaving behind a whitewashed, depopulated, geriatric Europe. We exclude nothing and nobody – we are inclusive. Love knows no borders, accepts all viruses, for this is what is most humane and accessible, for everyone, without exception.
Girlhood is contagious, like love for another human being. Amen.

Text by Zofia nierodzińska

 

Dziewczyństwo: @Ula Lucińska, @Paulina Piórkowska, @Karolina Wojciechowska,

COVEN Berlin: @Harley Aussolei, @Fran Breden, @Esther Nelke, @Lorena Juan Gutierrez

 

 

Mermaids / Syrenki na finisażu wystawy “W dzikiej kocham się Wiśle” w Gdańskiej Galerii Miejskiej / pt. 6.07 godz. 19

Standard

 

SYRENKI. WELCOME TO NA FINISAŻU

W ramach finisażu wystawy Flow: W dzikiej kocham się Wiśle, z rzecznej toni wynurzy się syrenia wyspa Tęczowy Kocyk. Z mnóstwem gadżetów zakotwiczy na chwilę w akwarium Gdańskiej Galerii Miejskiej. Podczas gościnnych występów Syrenek może zdarzyć się wszystko, ale jak nic się nie zdarzy i tak będzie to powód do wspólnej, zmysłowej radości. Być może onego dnia te zwodnicze stworzenia zaśpiewają kilka strutych piosenek, albo chociaż pomachają zalotnie ogonkami o złocistych łuskach do dźwięków z playbacku. Rozbudzać pożądanie można przecież na wiele sposobów: dogłębnie kłirując kolędy, wachlując płetwą od niechcenia, zawodząc słodko dla igraszki, a nawet zdychając w instytucji sztuki w pobliżu wysłużonego Sołdka, który niejedno w swoim morskim życiu już widział…

Organizatorzy nie zastrzegają sobie prawa do zatkania uszu korkami, gdy rozbudzone przez Syrenki pożądanie osiągnie stopień zagrażający homeostazie Gdańszczan oraz przyjezdnych marynarzy i rozbitków.

#Flow#wdzikiejkochamsięwiśle #mermaidparade#mermaidporn #folkfiction #tęczowykocyk#mermaid
#syrenki #rainbowblanket #femart #love#happy#wdzikiejkochamsięwiśle
#flowczyliprzepływ
#flowprzepływ #flow2018
#gdanskagaleriamiejska

35545482_10209117186807322_1907155918273904640_n35628234_10209117187367336_2204742567147339776_n35483239_10209117186887324_7849848693959163904_n

cały Syrenozin tu: syrenozin

Workshops of Revolution / 10.05 – 10.06 / Galeria Miejska Arsenał

Standard

http://68warsztatyzrewolucji.pl

Collaborative project of Galeria Miejska Arsenał, Teatr Ósmego Dnia, Estrada Poznańska

for english scroll down

warsztatyzrewolucjiAlexander Kluge “Abschied von gestern”

Rewolucje w syropie

Śnić o Kalifornii w zimowy dzień można było w latach 60., kiedy rewolucja była jeszcze seksi. To, co po niej zostało, ma słodkawy posmak szczęścia, który w najlepszy sposób oddaje California Dreamin’ Mamas and Papas słuchane gdzieś pomiędzy Poznaniem a Berlinem. Dziś hipisowska beztroska wydaje się być odległa, choć zarazem łatwo dostępna, jak brzoskwinie w syropie — szczelnie zamarynowana egzotyka. Piszę to z perspektywy pokolenia, które wyrosło na potransformacyjnym micie przedsiębiorczości i indywidualizmu, w którym troskę zagryzła ambicja, dorośli za banany sprzedali stary świat, a nowe pokolenie napędzane gumą turbo gnało ku nieznanej przyszłości.Dziś, po wylądowaniu na neoliberalnej ziemi, dojrzałe depresje leczone są tradycyjnymi nacjonalizmami. Szczęście wydaje się być uczuciem jeszcze trudniej dostępnym, być może nawet zagrożonym; zważając na niesprzyjający mu post-entuzjastyczny klimat. Reżim pozytywnego myślenia, który w moim pokoleniu zastąpił radość, chyba najlepiej uosabia zinternalizowana postać coacha tresującego melancholię start-upem, a na wątpliwości zalecającego prozak.Pisząc na początku o szczęściu, nie miałam jednak na myśli jego skomercjalizowanego, farmaceutycznego ersatzu, ale publicznie doświadczaną przyjemność w znaczeniu, jakie nadaje jej Hannah Arendt, czyli radości z partycypacji w wydarzeniach świata przekraczających jednostkowy partykularyzm, tak jak to miało miejsce podczas rewolucji Maja ’68, która w Polsce zaczęła się niechlubnie w marcu… Publiczne szczęście, wbrew temu co mówi nam na ten temat świat reklamy, to wspólne przeżywanie utopijnych momentów, w których wydaje się, że rzeczywistość można jeszcze zmienić, jak podczas Czarnego Protestu czy corocznych MANIF. Na przekór postentuzjastycznym trendom współczesności twierdzę, że w rewolucji chodzi właśnie o tę radość czerpaną ze wspólnego działania bez względu na efekty, jakie przynosi; rewolucja to równy dostęp do satysfakcji, tej mentalnej i tej jak najbardziej cielesnej, to egalitarna troska o siebie nawzajem i bliskość, która pozwala przekroczyć poczucie wyobcowania.  Rewolucyjna moc szczęścia leży właśnie w tych przekroczeniach pokonujących bariery strachu wywołane systemową niesprawiedliwością, dlatego stanowi realną alternatywę dla nacjonalistycznego autyzmu i neoliberalnej depresji.

Rewolucja będzie afektywna albo nie będzie jej wcale.

Kolektywy zaproszone do współtworzenia Warsztatów z rewolucji – jak The Army of Love, Feminist Health Care Research Group czy Gyne Punk – postulują, aby przyjąć perspektywę osoby chorej, starszej, wykluczonej, zrezygnować z przywilejów w imię pożądania, szczególnie tych, do których w pierwszej chwili afektywnie się dystansujemy, w imię w pełni demokratycznego społeczeństwa. W przeciwnym razie, przestrzegają, pozostaniemy reżimem normatywnie pięknych i zdrowych ciał dominujących nad tymi słabszymi i estetycznie nieuprzywilejowanymi. W obecnej chwili tolerancja już nie wystarcza, gdyż za politycznie poprawnymi słowami skrywa się tak bardzo dobrze znany szowinizm, ageizm, ablaizm i rasizm. Aby rozwinąć w sobie gotowość do pożądania bliźniego bez względu na uwarunkowania fizyczne, Ingo Niermann z The Army of Love proponuje radykalne przewartościowanie tego, co do tej pory definiowało niezależny podmiot ludzki, czyli jego demaskulinizację, tak aby stał on się bardziej empatyczny. Zasada konkurencyjności zostaje tutaj zastąpiona troską, a chęć dominacji pożądaniem, które przekracza heteronormatywne schematy w kierunku kompletyzmu, czyli bezinteresownego zaopatrzania w miłość tych, którzy jej najbardziej potrzebują.

W 50. rocznicę Maja ’68 to właśnie bezwstydnie, publicznie przeżywane szczęście i miłość staną się motywami przewodnimi Warsztatów z rewolucji. Instytucje, jak szklarnie, stworzą dla nich optymalne warunki rozwoju, tak aby mogły swobodnie wzrastać, zanim rozleją się na ulice.

Zapraszamy do wspólnej celebracji!

Zapraszamy na warsztaty z rewolucji!

Zofia nierodzińska

__________________________________________________

 

 

33691436_1991674834200311_1510407236269113344_o

fot. Irek Popek

 

Revolutions in syrupDreaming of California on a winter’s day was possible in the 1960s, when revolution was still sexy. What’s been left has a lightly sweet aftertaste of happiness which is best reflected in California Dreaminby Mamas and Papas, listened to somewhere between Poznań and Berlin. Today the hippy happy-go-lucky attitude seems to be a thing of the past, even if it is at the same time as accessible as peaches in syrup — exotic, marinated and tightly sealed. I write these words from the perspective of a generation that grew up on the post-transformation myth of entrepreneurial spirit and individualism, where concern was devoured by ambition, adults sold the old world for a bunch of bananas and the new generation, powered by turbo chewing gum, rushed forward in pursuit of some unknown future.Today, after landing on neoliberal ground, mature depressions are cured with home-made nationalisms. Happiness seems far more inaccessible, if not endangered, given the unfavorable post-enthusiastic climate. The regime of positive thinking, which replaced joy in my generation, seems to be best personified by an internalised figure of a coach who treats melancholy with start-ups and who recommends Prozac in the event of doubt.

When I mentioned happiness at the start, I did not mean, however, its commercialised, pharmaceutical substitute, but publicly experienced pleasure as defined by Hannah Arendt – rejoicing in the participation in events of the world that transcend the individual particularism, as during the May ’68 Revolution, which infamously began in March in Poland … Public happiness, irrespective of what the world of advertising seems to imply, means a sharing of utopian moments where it seems that reality can still be changed, as during the Black Protest or annual MANIFA demonstration. Contrary to post-enthusiastic contemporary trends, I believe that revolution is precisely about the joy derived from shared action, irrespective of the results achieved. Revolution means equal access to satisfaction, both mental and by all means physical; it is the egalitarian care of one another and a proximity which allows us to transcend the sense of alienation. The revolutionary power of happiness lies precisely in the transcendence and transgression of the barrier of fear, caused by the injustice of the system, the same is a real alternative to nationalistic kind of autism and neoliberal depression.

Revolution must be affective, or it will not be at all

The collectives invited to contribute to Workshops of Revolution, such as The Army of Love, Feminist Health Care Research Group or Gyne Punk suggest that we assume the perspective of a sick person – someone elderly and excluded – in order to give up privileges in the name of desire, especially those who we initially distance ourselves from affectively. All of this should be done in the name of a fully democratic society. Otherwise, they warn us, we will remain a regime of normatively beautiful and healthy bodies dominant over the weaker and the aesthetically underprivileged. Tolerance is no longer enough, since the politically correct terms conceal well-known chauvinism, ageism, ableism, and racism. In order to develop an inner readiness to desire our neighbor, no matter what his or her physicality, Ingo Niermann from The Army of Love proposes a radical revaluation of what has so far defined an autonomous human identity, i.e. its demasculinization, so that it might become more empathetic. The principle of competition is replaced here by care, and the need to dominate by a desire that transcends hetero-normative patterns and moves towards completism, or a selfless sharing of love with those who need it most.

On the 50th anniversary of May 1968, shameless and public experience of happiness and love will be the principal feature of Workshops of Revolution. Institutions, like a glasshouse, will provide optimum conditions for the revolution’s development, so that it will be able to grow freely before spilling over into the streets.

Join us for a celebration!

Take part in our workshops of revolution!

Zofia nierodzińska

 

fot. Irek Popek

District Berlin / 20.04 / A Body is an Archive / A talk with Karol Radziszewski

Standard

District SpacesFrom the DISTRICT Berlin website:

A Body is an Archive:

Work presentation and follow-up conversation with artist Karol Radziszewski and curator Zofia nierodzińska

There are crucial ‘(arti)facts’ hidden beyond official historical narratives; Polish artist and activist Karol Radziszewski seeks them out by speaking with those individuals whose voices have been kept silent. He calls it performing the archive, but others might call it developing forms of encounter. In following the footsteps of the anonymized ‘some-bodies’ who performed their lives in uncommon ways, Radziszewski searches for queer ancestors, not bound by genetic ties but through a family of choice.

The event takes place in the framework of the project D’EST. In the spring of 2018, District Berlin will launch D’EST: A Multi-Curatorial Online Platform for Video Art from the Former ‘East’ and ‘West’, which will be accessible online until the end of 2020. Between June and November 2018, the online platform will publish a total of six screening chapters reflecting post-socialist transformation. Their thematic focal points delineate post-socialism along post-geographic, horizontal, and gender-critical perspectives. On three separate release dates in 2018 the platform will introduce two screening chapters in collaboration with each of the respective partner institutions in Germany (Kunstverein für die Rheinlande und Westfalen, Düsseldorf), Russia (Moscow Museum of Modern Art (MMOMA)), and Poland (Galeria Miejska Arsenał, Poznań). In collaboration with fifteen international curators, fifty artists, and other cultural experts, D’EST maps out artistic forms of historiography, especially from the perspective of female and collective production.

For more information about D’EST and the first complete video art section O Mystical East and West please visit the online platform www.d-est.com.

29790861_2048963505120960_8517425698409073667_n.jpghttp://www.district-berlin.com/de/a-body-is-an-archive-2/

https://www.facebook.com/events/2057706624477869/

Goodbye Gauley Mountain: An Ecosexual Love Story; screening of the film of Beth Stephens and Annie Sprinkle at the Arsenal Municipal Gallery / 14.02.2018 / 6pm

Standard

http://www.arsenal.art.pl/en/events/goodbye-gauley-mountain-an-ecosexual-love-story/

doc01647920180124144834_001.jpg

Goodbye Gauley Mountain: An Ecosexual Love Story is an autobiographical documentary about the romance of artists: Beth Stephens and Anna Sprinkle with the Appalachian Mountains in West Virginia, where one of the authors was born. The film is an expression of opposition to the devastating environment of mining activity in this region, consists of conversations with members of the rural community, eco-activists, environmentalists, family and friends, with those for whom the land means not only a reservoir of natural resources.

http://goodbyegauleymountain.org

28080174_1504731032915466_91485297_o

The Romantic Breast Cancer Adventures of Beth Stephens and Annie Sprinkle / 19.01 – 01.04 / Galeria Miejska Arsenał / Fotoplatykon

Standard

5. The Romantic Breast Cancer Adventures of Beth Stephens & Annie Sprinkle, fot. David Steinberg.jpg

English:

http://www.arsenal.art.pl/en/exhibitions/romantyczne-przygody-annie-sprinkle-beth-stephens-i-raka-piersi/

„Symptomy choroby są zamaskowanymi przejawami miłości, a każda choroba jest przekształconą miłością“.

Pragnienie powoduje choroby, wierzono jeszcze w początkach XX wieku, przynajmniej w świecie mieszczańsko-sanatoryjnej utopii sportretowanej przez Tomasza Manna w Czarodziejskiej górze. Chorzy dotknięci pożądliwością, o symptomach potwierdzonych medycznie, odsyłani byli wtedy do miejsc odosobnienia, położonych najczęściej na szczytach gór, tak aby w tych nietkniętych zanieczyszczeniami epoki przemysłowej okolicznościach cieszyć się spokojem, wstrzemięźliwością i czystym powietrzem niedostępnym dla pracujących w miastach robotniczych mas. Bohaterowie powieści Manna uosabiają romantyczne przekonanie o tym, że człowiek (najczęściej młody zamożny mężczyzna) potrzebuje izolacji, aby wyzdrowieć i w efekcie w pełni wykorzystać swoje twórcze możliwości. Moc kreacyjna jednostki mierzona jest tu odwrotnie proporcjonalnie do słabości fzycznej, której przyczyn upatruje się w afektach powodowanych utrzymywaniem zbyt silnych więzów rodzinnych i wynikających z nich zakaźnych obowiązków. Indywidualizm przepisany zostaje jako remedium na choroby ciała, jego gwarantem zdrowie potwierdzone niezależnością ekonomiczną; relacje społeczne diagnozuje się jako szkodliwe dla szukającej autonomii jednostki. Nowa kapitalistyczna epoka wykuwa w początkach XX wieku swojego bohatera: narcystycznego self-made mana, w swojej współczesnej odsłonie: pozbawionego powłoki cielesnej awatara.

Zupełnie inaczej choroba przedstawia się w twórczości amerykańskiego duetu: Beth Stephens i Annie Sprinkle, który podczas swojej pierwszej wystawy w Polsce pt. Romantyczne przygody Annie Sprinkle, Beth Stephens i raka piersi w poznańskim fotoplastikonie zaprezentuje fotografe z serii Cancer Erotica. Tytułowy rak piersi nie jest tu karą za grzechy życia, a odosobnienie zdecydowanie niezalecane w ramach terapii; choroba nabiera tu charakteru wspólnotowego, jest czymś, czym można, a nawet trzeba się dzielić. Fotografowanie ciała w chorobie staje się swego rodzaju nowotworowym coming outem przełamującym kult wirtualnie proflowanego idywidualizmu. Nowotwór ze zdjęć Beth i Annie zyskuje na znaczeniu jako inspirator, współtwórca i bohater erotycznej narracji. Choroba zapewnia tu kontekst: łóżko jest miejscem akcji, medyczne accessoir, do którego należy zarówno wenfon, jak i karnawałowe piórko, tworzy zestaw dziwnych, acz niezbędnych rekwizytów; w centrum zdarzeń znajdują się performerki(-rzy), czyli Annie, Beth, rak piersi oraz postaci epizodyczne jak pielęgniarka, przyjaciółki oraz czarny doberman. Klasyczne czarno-białe fotografe z serii Cancer Ertotica przedstawiają artystki w trakcie inspirowanego chemioterapią rytuału lesbijskich postrzyżyn; wspólna decyzja o pozbyciu się owłosienia wyprzedza tu nieuniknione konsekwencje choroby; partnerki nie zapominają przy tym o zastosowaniu erotycznych środków kojących. Fotografe wykonał przyjaciel artystek David Steinberg*. Drugą część serii stanowią kolorowe snapshoty autorstwa Beth Stephens wykonane podczas wspólnego pobytu artystek w szpitalu: infuzji, odwiedzin, przed, w trakcie i po operacyjnym usunięciu zbitych tkanek nabłonkowych z biustu Annie. Ciekawe jest to, że to właśnie pierś, znak rozpoznawczy słynnej pin-up girl, stała się miejscem rozwoju potencjalnie śmiertelnej choroby. Na zdjęciach Beth biust Annie nie ulega fetyszyzacji, dotknięty chorobą obiekt pożądania wymyka się logice męskiego spojrzenia, to wcale nierzadkie kobiece doświadczenie z rakiem piersi wystarcza, aby spektrum heteronormatywnego imaginarium okazało się niewystarczające. Nowotwór nie czyni z biustu Annie abjektu, to byłoby za proste, widziany oczami Beth staje się częścią uwspólnionego doświadczenia, które możliwe jest dzięki współodczuwającemu, haptycznemu spojrzeniu (touching gaze), które odrzuca androcentryczny konstruktywizm, nie oddziela „ja“ od „innego“, ciała od umysłu, człowieka od innych żyjących istot. Artystki proponują tutaj zupełnie odmienny, niż ten ofcjalnie patriarchalny, sposób kształtowania reprezentacji. Nie budują silnych podmiotów kosztem sprowadzania „innych“ do roli fetyszów, kierując się doświadczeniem troski ucieleśniają to, co izraelska teoretyczka Bracha Lichtenberg Ettinger nazywa „matrixial gaze“, czyli spojrzeniem macicznym, bazującym na współodczuwaniu, na relacjach, których nie sposób objąć zestawem pojęciowym ze słownika Lacanowskiej psychoanalizy.

To nie indywidualizm i związana z nim segregacja gatunkowa, zdają się mówić autorki serii Cancer Erotica, ale współodczuwanie pozwala ludzkim zwierzętom na wykorzystanie pełni swoich możliwości, na świadome bycie częścią organicznego świata. W tej materialistycznej rzeczywistości choroba nie jest metaforą, lecz tym co widać i czuć, czyli zbitkiem tkanek, które w swoim komórkowym rozprzężeniu są tak samo budulcem ludzkich, jak i nieludzkich organizmów żywych. Wyzbycie się przekonania o własnej antropocentrycznej wyjątkowości może być uzdrawiającym doświadczeniem leczącym gatunek Homo sapiens z pozbawionego humoru autodestrukcyjnego indywidualizmu, który w przedśmiertnych drgawkach grozi uruchomieniem arsenału atomowego. Beth i Annie zamiast narcystycznej obsesji proponują miłość i troskę o siebie nawzajem, a także o inne ziemskie byty. Artystki są prekursorkami ekologicznego seks-aktywizmu, poprzez który propagują zmianę ludzkiego sposobu postrzegania Ziemi jako matki na Ziemię jako kochankę, gdyż jak przekonują: od matki oczekuje się opieki, a o względy kochanki trzeba zadbać, tak aby nie odeszła.

 

_______________________________

Mann, T.: Czarodziejska góra, Kraków: Warszawa 1982, s.128

_MG_6233_MG_6191_MG_6136