LIVE / Tatiana Czekalska i Leszek Golec / 23.11, godz.18

Standard

http://signum.art.pl/wydarzenie/czekalska-golec-live/

Wystawa prekursorów sztuki w duchu posthumanizmu w Polsce / dziś, godz. 18 w @Fundacja Galerii Signum w Łodzi

Wystawie towarzyszy mój tekst:

_________________________________

Materializuję się, więc jestem 1

 

Świat się zmienia.

Nic nowego, można by rzec, zawsze się zmieniał, a my —hominidy — razem z nim. Tym razem jednak, dwunożny gatunek, którego jesteśmy przedstawicielami, może nie nadążyć z adaptacją do wciąż rosnących temperatur (do 2022 roku o 1,5 °C), wysychających zasobów wód pitnych, zakwaszonych oceanów i topniejącej pokrywy lądolodu. Według raportu World Wide Fund for Nature z 2016, do 2020 roku na Ziemi pozostanie zaledwie 1/3 ze wszystkich gatunków dzikich zwierząt; nieco później rozgrzany i wyschnięty Bałtyk zmieni się w jezioro; Wyspy Marshalla, Fidżi, Wyspy Cooka i Salomona znikną pod powierzchnią kwaśnej brei. Ich miejsce zajmą plastikowe aglomeracje śmieci, które pełzając od wybrzeża do wybrzeża, wypluwać będą pogniecione kubeczki po bio-jogurtach — destrukty naszej cywilizacji. To nie jest scenariusz eco-fiction. Te krajobrazy są dziełem ekstensywnej eksploatacji Ziemi przez człowieka dotkniętego kapitalistyczną manią. To konsekwencje naszej industrialnej przeszłości i obraz technologicznej współczesności; przyszłości nie widać na horyzoncie.

Co może zrobić artysta w kontekście zmieniającego się w swoich najgłębszych warstwach geologicznych świata (z holocenu do antropocenu)?

…a może bardziej adekwatnym byłoby pytanie: jak ma się w tej sytuacji sztuka?

Z perspektywy globalnej katastrofy powyższe pytania wydają się mało istotne, choć chodzi w nich właśnie o możliwość działania i wpływ istoty ludzkiej na losy planety. 

Z myślą o sprawczości sztuki chciałabym przyjrzeć się propozycji duetu artystycznego: Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca.  

Partnerzy w życiu prywatnym, tworzą w tandemie od 1996 roku. Ich postawa, działalność artystyczna i aktywistyczna przenikają się i są niezwykle spójne. Artyści są weganami sprzeciwiającymi się wszelkim formom zabijania istot żywych, nawet tych najmniejszych jak meszki i komary. Dla ich dobrostanu tworzą specjalne złote i szklane awatary, dzięki którym przenoszą latających braci-krwiopijców z powierzchni nakłutej skóry w bezpieczniejsze miejsca. Para od dawna tworzy sztukę dla odbiorcy innego niż ten „tradycyjnie“ ludzki. Piszę w cudzysłowie, aby zaznaczyć, że odnoszę się do specyficznej tradycji kulturowej, związanej z narracją zachodnią, która faworyzuje człowieka, widząc w nim (zaimek nie jest tu przypadkowy) koronę stworzenia. Ten urodzony twórca kreuje świat na swój obraz i podobieństwo, nie zauważając, że istnieją inne, równoległe formy ekspresji, nie tylko te z nim tożsame. Igrając z powyższym antropocentrycznym paradygmatem, Czekalska i Golec prezentują na wystawie w Galerii Fundacji Signum projekt „Biblia. Homo Anobium“. Święta księga, jak wiemy, nie grzeszy gatunkową inkluzywnością, uzasadnia za to zinstytucjonalizowaną przemoc przedstawicieli homo sapiens wobec zwierząt i natury, nazywaną dziś gatunkowizmem. Głównym bohaterem biblijnego projektu jest jeden z ulubionych gatunków twórczych pary kuratorów — kołatek drukarz (Anobium typographus). Wcześniej inny kołatek z tej samej utalentowanej rodziny był autorem rzeźby „Homo Anobium św. Franciszek – 100% rzeźby, 1650-1985“, którą Jarosław Lubiak w „Dzieło nie tylko ludzkie” opisał następująco: Żuwaczki larw kołatka, przez kolejne stulecia kontynuowały dzieło, drążąc niekończące się korytarze swoich żerowisk stających się domem wielu pokoleń, drobnych, żywych, czujących istot. Ostatni kołatek (anobium) opuścił drewnianą głowę świętego po permanentnym jej przerzeźbieniu. Człowiek, jak i kołatek na równi niszczą we właściwym sobie procesie tworzenia. 2

Jak w przypadku Franciszka, tak i w niemieckiej Biblii przerzeźbionej przez kołatka, Czekalska i Golec stawiają siebie w pozycji kuratorów projektu — artystą jest chrząszcz. Oddają mu zatem pole, ale nie stwarzają „sytuacji“, jak na kuratorów sztuki relacyjnej przystało, gdyż kołatek swój habitat wybrał sobie sam. Tandem to raczej kuratorzy-kolekcjonerzy osobliwości, którzy z podróży po peryferiach sacrum przywożą do świątyni sztuki ready-made w postaci wydrążonej świętej księgi. Warto zaznaczyć, że dla chrząszcza świętość smakuje kompozycją cielęcej skóry i bawełnianego papieru z dodatkiem słodkawego kleju introligatorskiego. Symbol — w tym wypadku wygryzione Słowo Boże — staje się materią. Donna Haraway w „Manifeście gatunków stowarzyszonych” zauważa, że tylko rezygnując z wyobrażonej przewagi symbolicznej jesteśmy w stanie komunikować się z innym. To możliwe porozumienie pomiędzy gatunkami, istotami ludzkimi i nieludzkimi nazywa za Charisem (Cussins) Thompsonem ontologiczną choreografią: Nie, to jest choreografia ontologiczna, która jest tak żywą grą, że uczestnicy wymyślają ją z dziedziczonych historii ciała i umysłu, które przerabiają na mięsiste czasowniki, które z kolei czynią z nich tych, którymi są. Wymyślili tę grę; ta gra ich przekształca. Metaplazm, jeszcze raz. Zawsze wraca do biologicznego smaku ważnych słów. Słowo stało się ciałem w śmiertelnych naturokulturach. 3

Ontologiczna choreografia byłaby tu zatem przekroczeniem reprezentacji, czyli nazywania i przedstawiania zwierząt przez ludzi, zaburzałaby hierarchię, czyli antropocentryczny szowinizm. Ten taniec, w którym kroki i gesty muszą dopiero zostać zaimprowizowane, czerpie z niechlubnej, pełnej przemocy pamięci naszych relacji, ale performuje również możliwą teraźniejszość niezdeterminowaną symbolicznymi ograniczeniami. Słowo staje się ciałem w śmiertelnych naturokulturach, czyli istnieje tu i teraz w naszej współczesności; kulturowa przeszłość jest żywą materią, w której chrząszcz-kołatek może wyrzeźbić swoje uniwersum, jak w głowie Św. Franciszka, patrona ekologii. 

Wracając jednak do stawianego na początku tekstu pytania, jaka rola przypada tu zatem ludzkim osobnikom — kuratorom? Czekalska i Golec sugerują, że powinni oni nie tylko ustąpić miejsca, ale również przygotować je dla ekspresji zwierząt: naszych nieludzkich innych – tych, których nie obejmują horyzonty patriarchalnej podmiotowości, którzy, podobnie jak wcześniej kobiety, czarnoskórzy i inne mniejszości, byli i wciąż są uciszani, uprzedmiotawiani, zniewalani i eksterminowani. Galeria staje się dla tego celu narzędziem, przyjmuje formę Implantu IHS, czyli pomieszczenia przyjaznego owadom — lub jak w przypadku instalacji „ Z dwóch energii dziwnie trzecia”— miejsca walerianowej ekstazy dla kotów; jest zatem heterotopią, czyli obszarem wyjętym spoza codziennej logiki funkcjonowania przestrzeni społecznych; tymczasową utopią, chłodnym schronieniem przed coraz bardziej palącymi problemami świata. Dobrze jest do niej wejść, wyostrzyć receptory wrażliwości, nie sposób jednak nie zauważyć, że międzygatunkowy taniec odbywa się gdzie indziej – w piecu, do którego dokładana jest kolejna szufla węgla, podczas gdy wysychają jeziora Wielkopolski. Golec i Czekalska dobrze o tym wiedzą, dlatego swoje wystawy traktują jako wehikuły wirtualnych teraźniejszości, które pomagają pomyśleć o tym, w jaki sposób funkcjonować w świecie tak, aby wyrządzać możliwie jak najmniej krzywdy. 

______________________________

  1. W tytule odnoszę się do eseju Jacquesa Derridy „L’Animal que donc je suis“, Paris (éditions Galilée) 2006 oraz do słynnego kartezjańskiego stwierdzenia: Cogito ergo sum (łac. Myślę, więc jestem)
  2. Jarosław Lubiak, „Dzieło nie tylko ludzkie”, w: EXIT No.l (65)2006
  3. Tłumaczenie własne na podstawie: Haraway, Donna: The Companion Species Manifesto. Dogs People and Significant Otherness, s. 100, Chicago 2003

No, this is ontological choreography, which is that vital sort of play that the participants invent out of the histories of body and mind they inherit and that they rework into the flashy verbs that make them who they are. They invented this game; this game remodels them. Metaplasm, once again. It always comes back to the biological flavour of the important words. The word is made flesh in mortal naturcultures.

 

Curating Sickness – panel at the Alpha Nova Galerie in Berlin, 07.09.2018

Standard

IMG_4278

 

(polish below)

In the meantime between the opening on Friday and sleepover on Saturday, I was taking part in the Crip-feminist panel on accessibility organised by #IngaZimprich from the #FeministHealthCareResearchGroup. Even more than just focusing on overcoming the architectural and bureaucratic obstacles, we all need to give ourselves time to meet different needs. Slowing down, giving time and sharing space is utterly political act.
_______________

Pomiędzy wernisażem w pt i pierwszym sleepover w Arsenale, miałam przyjemność uczestniczyć w panelu o intersekcjonalnym feminizmie, otwartym na potrzeby osób o rożnym stopniu sprawności organizowanym przez Ingę Zimprich z #FHCRG. Wniosek jest taki, że oprócz starań o zmiany na poziomie administracyjno-architektonicznym, wszystkie powinniśmy zapewnić sobie czas, aby wyjsć naprzeciw indywidualnym potrzebom. Spowolnienie, dzielenie się czasem i przestrzenią jest jak najbardziej politycznym aktem.

https://www.facebook.com/events/2157698644443012/

 

Alpha Nova Galerie Futura

41585117_10209573437013292_7441572925322297344_n

Manual by: Romily Walden

Feminist Health Care Research Group invites:
Curating Sickness

A public conversation with Tori Abernathy, Katrin Dinges, Zuzana Jakalova, Zofia nierodzinska, Romily Walden, Stefanie Wiens
moderated by Inga Zimprich (FHCRG)

If we center radical health health care and the normative concepts of “illness“ and “body“ as topics in our artistic work, we would like to create space within our artistic productions to accommodate sick time, crip time and caring time. Not only the physical and temporal frameworks of institutions hinder our desire to allow for more vulnerable modes of production, but also our internalized idea of how effective and economic we ought to accomplish our own cultural labour. In consequence those practices, which require additional time, resources or assistance are pushed out of artistic production. But what does actually keep us from effectively reworking our own spaces of production? How can we create ways of working which can take sick time, crip time, caring time into account?
The panel conversation brings cultural workers together, who work in exhibition and mediation projects and well as in activist and artistic practices on healthcare, illness and disability. We would like to exchange with each other on strategies but also get in touch with internalized resistance, hopes and desires.

The conversation takes place in English with translation to German.
The conversation offers space for participation.

Participants: Tori Abernathy is an artist and activist working on health care, conducting collective research on health. Katrin Dinges is a dancer, poet and artistic and cultural mediator. Zuzana Jakalova curates exhibition projects at Display Prague which address health care and illness under the title Multilogues on the Now. Zofia nierodszinska creates a feminist exhibition program at the municipal gallery Arsenal in Poznan. Romily Walden is an artist working on disability. Romily Walden currently develops a manual how to meet access needs of group members with disability. Stefanie Wiens is a cultural worker who has initiated the project Platz da!, an art mediation project by and with cultural workers with disability.

On the occasion of the panel Feminist Health Care Research Group (FHCRG) will launch it’s sixth zine Sick Time, Crip Time, Caring Time. It compiles questions, conversations and methods and is an invitation to members of care collectives and artistic and activist groups to create contributions for a second volume of zine #6. For more info on FHCRG: www.feministische-recherchegruppe.org

 

IMG_4254