Ziemia to wirująca feministka / lecture performance / 20/06/17 godz. 20:00

Standard

IMG_6674

IMG_0641IMG_0633 foto perfoCzytanie odbywa się w mieszkaniu-galerii podczas festiwalu Malta 20.06 o godz 20.

Rozpoczynamy dźwiękiem (bit)

(podczas lecture-performance pokazywane są rysunki z epidiaskopu)

(fragment poniżej czyta aktor: Tadeusz Falana – głos z OFF)

W oddali szum wzburzonego piasku, jakieś głosy, dudnienie, prychanie wielbłądów; ale tutaj jest bezpiecznie, spokojnie, można położyć się na soczystej posadzce ziemi, która tak pięknie pachnie, że chce się jej skosztować. Bierzesz do ręki grudkę i wgryzasz się w jej soczystą musowatość, smakuje jak deser z gorzkiej czekolady, który robiła ci mama. Zauważasz, że podniesiona ziemia wnika do porów twojej skóry; zaczynasz tracić zwyczajową ludzką integralność, której granic do tej pory strzegła powłoka skórna na zlecenie organów wewnętrznych — kompostniejsz. Stajesz się ruchem i materią i tą czarno-ziemną soczystością — zewnętrzniejesz — w tej radykalnej rozpoconej, rozłożonej, rozwarstwionej formie bez formy. Jesteś ziemią, na której stałaś i którą przed chwilą jadłaś, jesteś tym z czego powstałaś i w co cię obraca — ziemia — wirująca feministka w litosferze z Mazowsza. Śmiech jest uwalnianiem połkniętych w pracowity dzień wróżek, powietrzem o skali czystości – bardzo dobry. Gdyby nie śmiech już dawno roztopiłyby się lody Arktyki, on jak fotosynteza przeczyszcza atmosferę.

(Fragmenty w kolorze fioletowym czyta aktor – Hubert Kożuchowski, zaznaczone na zielono aktorka – Dorota Abbe, na różowo oboje)

Dziś wieczór chciałam zabrać was w podróż do wnętrzności akademii, opowiedzieć o stawaniu się czarnoziemią, wirującą feministką w litosferze z Mazowsza.

Zamiast tego wsiądziemy do innego pociągu, takiego który zmierza na południowy wschód, do przeszłości miasteczka N., do historii, której nie upamiętnia żaden obelisk, nie wykutej w marmurze, ale nawet po latach kującej żołądek jak drzazga.

IMG_6685-1

Miasteczko N. słynie z wód źródlanych, sanatoriów i parku. W miasteczku pomiędzy domem dla wrażliwych wariatów, osobnią księży alkoholików, willą Gosia, piekarnią, kościołem i budą z tanim winem „to go“ mieści się liceum z internatem.

Ale nie w internacie, ale na stancji mieszka Ania — drobna blondynka z ciemnym warkoczem.

IMG_6680-1

Ania nosi za duże flanelowe koszule – ubranie robocze artystów-meblarzy.

W liceum plastycznym, do którego uczęszcza klasy podzielone są bowiem na specjalizacje:  „zabawka“ i „mebel“, do których przynależność określa status w zhierarchizowanym szkolnym społeczeństwie. Zabawka to same dziewczynki oraz jeden chłopak z trzeciej B, ale on nie jest takim do końca chłopakiem.

W warsztacie wikliniarskim i stolarskim pracują meblarze, czyli wszyscy nieliczni w liceum chłopcy oraz tylko te dziewczynki, które lepiej zdały egzaminy wstępne i dostąpiły zaszczytu wyboru. Nauczycielami malarstwa, rysunku, rzeźby, meblarstwa i zabawki „twardej“, czyli z drewna, są mężczyźni; zabawki „miękkiej“, czyli z materiału uczą kobiety.

Uczniowie i uczennice liceum oprócz przynależności do określonej specjalizacji dzielą się na tych, którzy_które mieszkają w internacie i tych którzy_które wynajmujących stancje w miasteczku.

Ania mieszka na stancji z koleżanką – chudą i długą jak nitka, która raz na zajęciach z liternictwa pięknie wykaligrafowała tłustym drukiem napis ANOREKSJA.

IMG_6679-1

Oprócz Ani i jej chudej i długiej koleżanki na stancji mieszkają chłopcy, czterech, albo czasem pięciu. Nigdy nie zmieniają swoich szaro-czarnych bluz z kapturami, są małomówni, a ich obecność pachnie potem zmieszanym ze słodkawym zapachem piwnicznej wilgoci i tytoniu.

IMG_6684-1

Stancja, habitat „życia po szkole“, środowisko bytowania Ani, koleżanki i chłopaków jest oddalone od liceum ok. 15 minut drogi piechotą. Pachnie czuć tu  specyficzny zapach rozkładu gościnności. Jego źródła należy upatrywać w obierkach, resztkach i opakowaniach wyrzucanych prosto na korytarz – strefę niczyją, rozciągającą się od drzwi wejściowych do ścianki działowej wspólnej toalety.

Samotność uczniów i uczennic liceum plastycznego, ich przedwczesna dorosłość bez pralki i lodówki ukrywana jest pod brudnym kapturem milczenia.

Ci, których dom znajduje się dalej niż 100 km od miasteczka N, odwiedzają go tylko raz w miesiącu, inni raz na tydzień, czasem zabierając ze sobą kolegów i koleżanki z daleka. Stołówka znajduje się w piwnicy internatu, w weekendy nie działa; dla tych którzy_które zostają przygotowywany jest  gar czarnej herbaty, której stygnięcie odmierza upływ wolnego czasu.

IMG_6683-1

Ania rzadko jeździ do domu rodzinnego, choć wcale nie znajduje się on tak daleko. Na stancji zostaje zazwyczaj sama, gdyż jej długa i chuda koleżanka spotyka się ze starszym od niej mężczyzną z miasteczka i właściwie to już u niego mieszka. Koledzy z liceum, są prawie wszyscy stąd, dlatego rzadko który z nich decyduje się na dzielenie weekendowej samotności z Anią.

Tylko raz jeden z nich

Tylko raz

jeden

z

nich

zostaje.

Ania tu, chłopak u siebie, pomiędzy nimi ściana. Ania je, pije czarną herbatę z cytryną, chłopak je, pije czarną herbatę z cukrem, Ania pali chłopak pali. Nasłuchiwanie, Ania czyta, nie może się skupić, chłopak pali jeszcze. Wychodzi do kuchni, mija śmierdzącą hałdę śmieci, idzie do toalety, spuszcza wodę, przechodzi obok jego drzwi. Powinna zapukać?

Powinna zapukać?

Nie puka, to serce jej bije, dłonie się pocą. Wraca do siebie. Chce spać nie może, słyszy jak drzwi, u niego się otwierają. Za oknami noc, psy szczekają. To u niej te drzwi się otwierają? Nic już nie widać, bo światło wyłączone, a za oknami też ciemno. Czuje zapach spleśniałej bawełny z tytoniem. Podniecenie. Ciepła dłoń na policzku Ani, usta zlepione herbatą z cytryną z cukrem się otwierają, uchylają, pocą się stopy dłonie ugięcia łokci, kolan, ud. Dłoń chłopaka wędruje, jest przyjemna, ciepła. ciężar ciała na ciele, bliskość taka oczywista…ale zaraz zbyt natarczywa, za szybka, ale już nie można się wycofać, już jest tu w tej sytuacji, ale czuje się tak bardzo osobno.

To wszystko? – (razem)

IMG_6675

To była sobota teraz już jest niedziela i wracają koledzy. Ania nic nie mówi, chłopak się nie odzywa. Jak gdyby nigdy nic, ale jednak coś się przecież stało. Niezręczne drżenie podbródka, szyi głowy zdradzają historię sobotniego wieczoru. Chłopak już nigdy nie zostaje na weekendy. Ania czuje niepokój, którego nie może podzielić. Prawie wszystko jest tak jak było, w tygodniu zajęcia, stołówka, stancja, papieros, w weekend samotność, powolny rozkład śmieci na korytarzu, stygnięcie herbaty. Tylko jeden szczegół trochę Anię martwi, ale może przesadza, może to wcale nie jest takie ważne, może warto przeczekać, a na razie wypracowanie, spacer, ruskie pierogi…

Flanelowe koszule stają się coraz węższe. Nikt nic nie widzi, tylko Ania już wie, tak że nawet czerwona kreska-potwierdzenie nie jest zaskoczeniem. I ta ciężkość, jakby grawitacja była silniejsza właśnie pod stopami Ani, tak trudno oderwać je od ziemi, ciężko się wstaje, ciężko chodzi, ciężko oddycha, słowa się połykają, zatykają gardło. Cisza. Ciężar i cisza.

Mijają dni, tygodnie, miesiące. Ania kupuje koszule w lumpexie, dłuższe i szersze, chodzi na zajęcia, je trochę więcej, pali zresztą też. Nikt nic nie widzi, o nic nie pyta, Ania nic nie mówi.

Wszystko jakby normalnie, tylko ciężej, gęściej.

I nagle jakiś ból w podbrzuszu, wilgoć. Ania jak zwykle w weekendy sama. Co robić? obok jest telefon, w nim numer do mamy, brata i chudej i długiej koleżanki. Wybiera ten ostatni, koleżanka przychodzi, już wie co się dzieje, przynosi wodę, ręcznik, na zewnątrz znowu ciemno, psy szczekają. Ania krzyczy, tylko Ania krzyczy…

dźwięk

W poniedziałek policja przesłuchuje dyrektora, nauczycieli, uczniów i uczennice. Ania już nigdy więcej nie pojawia się w klasie, jej krzesło stoi puste. Na drugi dzień apel, przemawia dyrektor – znany w miasteczku malarz. Mówi o upadku moralnym i złu, które trzeba odseparować, które musi pozostać z dala od liceum, internatu, stołówki, warsztatów meblarskich i sztalug, z dala od uczniów i nauczycieli. Ani już wtedy nie ma, nikt nie wie co się z nią dzieje, gdzie teraz jest, kiedy tutaj jej nie ma. Grawitacja przyciska myśli i ruchy, poza tym nic się nie zmienia.

SUMMERTIME ELLA (muzyka na koniec)

 

W ramach Generatora Festiwalu Malta

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s